niedziela, 12 maja 2013

ROZDZIAŁ VIII Bal


Jesienne słońce usilnie starało się wygrać zaciętą walkę z chmurami. Był to  ostatni dzień października, ukochanego miesiąca Hermiony. Sama nie potrafiła wyjaśnić dlaczego tak jest, trzeba było to zaakceptować i tyle. Dlatego zaraz po ostatniej piątkowej lekcji wybiegła z sali prosto na błonia. Założyła okulary przeciwsłoneczne, zarzuciła nogę na nogę i wygodnie rozsiadła się na ławce delektując się ostatnimi promieniami cieplutkiego słońca. Nie wiedziała dlaczego, ale poczuła wewnętrzny spokój. Niby nie ustatkowała się jeszcze, ale wiedziała jakie życie chce wieść, w którą iść stronę. Pierwszym jej sukcesem było pozbycie się Wszystkiego-Się-Boję-Co-Związane-Z-Chłopakami-Hermiony. Cieszyła się w tego bardzo. Była bardzo wdzięczna Ginny, że wymusiła na niej zmiany. Czasy się zmieniły i nareszcie ona też. Trochę martwiło ją to, że nie ma już kontaktu z Harrym i Ronem, ale miała Gin i była naprawdę szczęśliwa. Dzisiejszy dzień był dla niej ostoją, ulubionym dniem w calusieńkim roku. Nie zorientowała się kiedy zasnęła i śniła o czymś bardzo szczęśliwym.
- No jasna cholera Hermiona! – czyjś zdenerwowany głos wyrwał ją z sennych marzeń.
- Merline, co się dzieje?! – zapytała zdezorientowana przecierając zaspane oczy.
- Szukam Cię od prawie godziny! – Hermiona zobaczyła przed twarzą burzę rudych włosów i bardzo groźny grymas.
- Gin, ale mnie przestraszyłaś!
- Ja? Ja przestraszyłam Ciebie? Czyś Ty oszalała! To Ty przestraszyłaś mnie.
- Ja Ciebie? Dlaczego?
- BO JUŻ OD GODZINY POWINNYŚMY SIĘ SZYKOWAĆ BA BAL – jej przyjaciółka w końcu wybuchnęła.
- Jaki bal, co Ty bredzisz?
- ZAPOMNIAŁAŚ? No nie wierzę! Lekcje zrobić pamiętasz, urodziny wszystkich pamiętasz, pamiętasz nawet pogodę siedemnaście dni temu o 12:34, ale o najważniejszych rzeczach zapominasz!
- No tak, było słonecznie pamiętam ten dzień. Siedziałam wtedy na eliksirach ze Snapem  i wkurwiałam się, że w jego klasie nie ma okien i…
- Guzik mnie obchodzi co robiłaś o 12 ileśtam kiedyśtam! Zbieraj się i idziemy do Zamku!
- Kiedy Gin ja nawet nie mam sukienki. Kompletnie wyleciało mi to z głowy. No i wizja spędzenia dzisiejszego wieczoru z Malfoyem. Brrrr na samą myśl mam dreszcze. Ja chyba zostanę tutaj, jest tak ciepło i przyjemnie. A nie to co w lodowatych ramionach tego dupka!
- Ramionach uuuuu ja nic nie wspominałam o tym, że będziecie się obściskiwać, ale jeśli tylko o tym marzysz… - zakpiła z niej Ginny.
- Oj dziewczyno tyś chyba rozum straciła! To było tylko porównanie, niczego sobie nie myśl przypadkiem – Hermiona pogroziła jej palcem
- Dobra, my tu gadu gadu, a za 2 godziny zaczyna się impreza.
- Impreza? Sztywny bal w sukniach i garniturach, jak zawsze.
- Nie zapominaj, że jesteśmy w 7 klasie! Po 22 wyrzucamy młodych i rozkręcamy wszystko.
- Pff młodych, Ty też jesteś młodsza! – Hermi uśmiechnęła się wrednie.
- Nie ma opcji, ja zostaje. Jestem, kochanie, z Tobą w klasie tak dla przypomnienia. I to dzięki Tobie kontynuując to przypominanie. Jesteś tak zapatrzona w swojego towarzysza z ławki, że już mnie nie zauważasz?
- Siedzę z nim bo muszę! – żachnęła się brunetka – przestań pieprzyć i chodź już.
- No nareszcie jakaś decyzja – westchnęła Ruda i pobiegła ile sił w nogach w stronę swojego dormitorium ciągnąc nieszczęśliwą Hermionę za sobą. 
            Ginny dzieliła dormitorium jeszcze z dwiema dziewczynami, ale te poszły do swoich koleżanek, więc dziewczyny miały całe pomieszczenie dla siebie. Ginny latała tam i spowrotem jak burza w poszukiwaniu idealnych dodatków do kreacji, które też jeszcze musiała skombinować. Że też nie wpadły na to, żeby pójść wcześniej do Hogsmeade! Teraz musiała w popłochu znaleźć dwie super sukienki, żeby obydwie były najpiękniejsze tego wieczora. Hermiona siedziała na łóżku i tylko głupkowato się uśmiechała. W sumie nawet nabrała ochoty na bal, no i na późniejszą obiecaną imprezę.
- Nareszcie! – krzyknęła Ginny i rzuciła w Hermionę jej ubraniami jak to miała w zwyczaju – dobrze, że nosimy ten sam rozmiar! – rzuciła na odchodnym i poszła się przebrać do łazienki. Brunetka zaczęła przyglądać się zwitkowi rzeczy i starała się połapać co jest czym, aby się w końcu ubrać i mieć to całe SZYKOWANIE z głowy. Pierwsze co jej przyszło do głowy to : zabiję ją, przecież to jest zdecydowanie z krótkie!, ale potem pomyślała, że można trochę poeksperymentować i szybko założyła kuse ubranie. Przejrzała się w dużym lustrze i z zadowoleniem otaksowała swoje obicie. Wyglądała cudownie. Jeszcze tylko szybko podkręciła sobie loki. W tym czasie z łazienki wyszła Gin. Wyglądała pięknie. Kolor sukienki idealnie podkreślał jej włosy, a szpilki skutecznie wydłużały bardzo zgrabne nogi. Ginny zdecydowanie robiła ogromne wrażenie. Włosy szybciutko wyprostowała i zabrała się do malowania. Delikatny makijaż, zero tapety i były gotowe. Wyrobiły się na 19:30. Bal rozpoczynał się o 20.
- Idziemy? – zapytała wyszykowana Hermiona.
- Blaise ma po mnie przyjść. Poczekaj, pójdziemy we trójkę.
- Niee, ja i tak chciałam być wcześniej, żeby ogarnąć wszystko.
- Co tam jest do ogarniania? Wszystko już zrobione przecież.
- Oh jako Prefekt powinnam być przed czasem i tyle.
- Mogłabyś czasem dopuścić.
- Mogłabym, ale nie odpuszczę, przecież wiesz.
- Wiem wiem..
- Do zobaczenia kociaku!
- Mrau – odpowiedziała Ginny wykonując gest drapieżnego kotka wystawiającego pazurki. Wyglądała mega seksownie. Hahah ten Blaise to ma szczęście pomyślała Hermiona i udała się w stronę pokoju wspólnego Gryffindoru i wyjścia przez portret Grubej Damy.  Lubiła to miejsce, niestety musiała się z nim pożegnać już na samym początku roku i chyba nie żałuje. W prywatnym dormitorium nikt jej nie przeszkadza. Jest dobrze. Maszerowała dziarsko ciemnymi korytarzami w stronę Wielkiej Sali. W pewnym momencie zauważyła ciemną postać opierającą się nonszalancko o ścianę. Przez głowę przemknęło jej, żeby wziąć nogi za pas i uciekać, ale tylko podniosła wyżej brodę i śmiało szła dalej.  Im bardziej zbliżała się do niezidentyfikowanej postaci tym bardziej łomotało jej serce. Z mroku wyłaniały się blond włosy i idealna postura. Malfoy.
- Czekałem na Ciebie – głowę miał opuszczoną nisko, patrzył na nią spod już długiej, platynowej grzywki. Ręce miał włożone w kieszenie od idealnie wykrojonych czarnych spodni od garnituru, w nie włożona była śnieżnobiała koszula. Na szyi miał zawiązany zielony krawat z godłem Slytherinu. Wyglądał… nieziemsko. Dlatego Hermiona stanęła jak wryta i patrzyła się w niego cielęcymi oczyma.
- N-n-n-na mnie? – wydukała.
- Masz jedyną marynarkę pasującą mi do tych spodni – szepnął blondyn i intensywnie popatrzył jej się w oczy.
- Oh tak, jasne – Hermiona zdołała się jakimś cudem opanować. Zimna krew, trzymaj zimną krew powtarzała sobie w głowie jak mantrę. W końcu ruszyła się z miejsca i podeszła bliżej chłopaka.
- To idziesz ze mną czy będziesz tutaj tak stał i uwodził inne dziewczyny? – rzuciła od niechcenia.
- Uwodził? A Ciebie uwiodłem? – zapytał się z nonszalanckim uśmiechem odrywając plecy od ściany i ruszając za Hermioną.
- Możesz sobie tylko pomarzyć! – zakpiła i ruszyła w stronę dormitorium.
            Merlinie. Jak ona ślicznie wyglądała. Czarna sukienka idealnie wręcz podkreślała jej wyśmienitą figurę. Nogi idealnie prezentowały się w szpilkach z czerwoną podeszwą. Była lekko wyzywająca, ale jaka seksowna. No i umiała chodzić w wysokich obcasach, co było rzadko spotykane  u dziewczyn noszących wysokie szpile. Draco szedł za nią powoli i dokładnie analizował każdy skrawek jej ciała. Sam się sobie dziwił, że myśli w TEN sposób o szlamie Granger, ale uwielbiał piękne kobiety. Nie mógł im się oprzeć. W tych czasach status krwi nie liczył się jak wcześniej. Z resztą. Jego myśli znał tylko on. No i jeszcze chyba Zabini się domyślał. Mniejsza o to. Dotarli w końcu pod drzwi ich dormitorium, żadne nie odezwało się słowem. Draco otworzył je i przepuścił Hermionę. Ta uśmiechnęła się zdziwiona i poprowadziła go do swojej części sypialni. Ślizgon nigdy wcześniej tu nie był, więc rozglądał się zaciekawiony. Tak jak myślał, każdy centymetr był wypełniony książkami i pergaminami oprócz szerokiego parapetu wypełnionego złoto-czerwonymi poduszkami.
- Trzymaj – Hermiona rzuciła mu dwie marynarki, a on zręcznie je złapał.
- Dzięki – powiedział i ruszył w stronę łazienki, żeby przejść do swojego dormitorium.
            Po wyjściu chłopaka brunetka musiała trochę ochłonąć. Nie wiedziała czemu zrobiło jej się cholernie gorąco i podeszła do okna. Owiał ją przyjemny i zimny wiaterek. Poczekała aż zrobi jej się chłodniej, przejrzała się w lustrze i poprawiła włosy. Odetchnęła głęboko i już była gotowa żeby wyjść. Przeszła przez pusty salon i zaraz po wyjściu natknęła się na Dracona.
- Pomyślałem, że jako para powinniśmy pójść tam razem – tak naprawdę to po prostu chciał na nią znowu popatrzeć, nie mógł się oprzeć. Bez dwóch zdań chciałby wejść na bal z taką pięknością.
- W sumie masz racje, nie sądzisz, że zrobimy zamieszanie? – zapytała trochę pewniejsza siebie Hermiona.
- Nie dbam o to – powiedział chłopak i poszedł w stronę Wielkiej Sali. Kiedy dotarli na miejsce sporo osób już  przyszło. Wszystkie dziewczyny wyglądały olśniewająco, a faceci nieziemsko przystojnie. Dziwne, bo Hermiona nie mogła nigdzie wypatrzeć Harrego i Rona. Ciekawe czy przyjdą. Dracon szybko się ulotnił, a do dziewczyny podbiegła uradowana Ginny.
- Miałaś być wcześniej, a nie dość, że się spóźniłaś pół godziny to jeszcze przychodzisz ramię w ramię z Draco! Co tu się dzieje?
- Pewna obślizgła fretka okazuje się jednak nie być taką obślizgłą jak się mogło wydawać, ot co! – powiedziała trochę tajemniczo dziewczyna. Po chwili jednak zorientowała się, że Ruda niezbyt pojęła aluzję więc szybko wyjaśniła – Oddawałam Draco marynarki, bo miał już deficyt.
- Aaaa spoko – powiedziała Gin – chodź idziemy się czegoś napić przed oficjalnym rozpoczęciem balu. Poszły w stronę baru udekorowanego w dynie i świece. No tak Noc Duchów, Halloween. Cała Wielka Sala była w podobnych klimatach. W drinkach pływały tandetne atrapy wydłubanych oczu, czy sztucznych szczęk. Niektóre dziewczyny nawet ubrały się w stereotypowe czapki czarownic. To była dobra noc na zabawę. Przyjaciółki zamówiły po szklaneczce z procentami i usiadły na wysokich barowych stołkach, żeby mieć najlepszy widok na wszystkich wchodzących do Sali. Na ich nieszczęście właśnie wpadła do środka wielka zielona kulka, która okazała się pędzącą Astorią. Zgrabnie wylądowała w ramionach Dracona. Hermionę trochę to ukuło w okolice serca, dziwne. Na salę wszedł Dyrektor i oficjalnie rozpoczął imprezę. Tradycyjnie pierwszy taniec należał do przybyłych par. Więc Dumbledore poprosił do tańca McGonagall i w końcu prawie wszyscy wirowali na parkiecie.
- Mogę prosić? – Hermionę z zadumy wyrwał męski głos.
- Sam powiedziałeś, że nie mam wyjścia Draco – odpowiedziała i delikatnie położyła swoją dłoń na jego dłoni. Z wielką gracją wyprowadził ją na środek parkietu. Położył jedną rękę na jej tali, a długą lekko uniósł tworząc tradycyjną ramę do walca. No tak mogłam się tego spodziewać westchnęła w myślach. Ślizgon był świetnym tancerzem. Pewnie prowadził ją po parkiecie. Wirowali. Po chwili wszystkie pary oczu wpatrywały się w nich. Niecodzienny widok. Potem chyba jednak stwierdzili, że robią to bo muszą, przecież inaczej on by nie dotknął szlamy. Nie wiedzieli, że każde z nich przeżywa tę chwilę inaczej. Draco wpatrywał się w nią tymi swoimi stalowymi oczami. W miejscach jego rąk Hermiona czuła przyjemne mrowienie. Takiej intensywności doznań jeszcze nie doświadczyła nigdy. Świat się dla niej zatrzymał. Kiedy skończyła się piosenka ze smutkiem oderwali się od siebie. Dziewczyna zaczarowana odeszła w stronę swojego miejsca.
- Wyglądaliście pięknie.
- Hmmm coo? – odpowiedziała zdezorientowana, zamyślona Hermi.
- Mówię, że wyglądaliście pięknie. Ty i Dracon. – powtórzyła Ginny.
- A daj spokój, jeden wymuszony taniec. To się więcej nie powtórzy. – westchnęła rozczarowana.
- A chciałabyś? – zapytała z nadzieją Ruda. Od dawna przypatrywała się tej dwójce. Od początku roku zachowywali się inaczej. Rozmawiała o tym z Blaisem. Wiedziała, że żadne z nich się nie przełamie tak szybko jak ona i Zabini. To będzie ciężka praca, jak hartowanie żelaza. Żmudne i powolne. Jednak warte wysiłku, jeśli tylko by obydwoje chcieli..zauważyć siebie.
- To nie ma znaczenia Gin. Nie powtórzy się i tyle – Hermiona bardzo posmutniała, więc została zaciągnięta  przez przyjaciółkę w stronę baru po coś mocniejszego. Siedziały i piły, straciły rachubę. Raz po raz po Ginny przychodził Blaise i wyciągał pijaną już dziewczynę na parkiet. O 22 młodsze klasy rozeszły się do siebie. Na Sali został tylko 7 rocznik. Nauczyciele dawno się rozeszli. Było dużo alkoholu i dobra muzyka. Impreza rozkręcił się na całego. Brunetka mocno pijana odmawiała kolejnym amantom tańca. Siedziała, czekała na Ginny i dobrze się bawiła. W pewnym momencie ktoś podszedł do niej od tyłu i mocno chwycił ją w pasie. Draco.
- Mmmmm ładnie pachniesz – westchnęła niekontrolowanie. Alkohol robił z nią co chciał.
- Zatańczysz? – zapytał. Chyba odpowiedziała mu twierdząco, bo wstała od baru i poszła na parkiet. Potem urwał jej się film.

sobota, 4 maja 2013

ROZDZIAŁ VII Marynarka

         Słońce wkradło się poprzez zasłony i wpadło do przestronnego gryfońskiego dormitorium, w którym dwie dziewczyny szykowały się do wyjścia. A raczej Ginny się szykowała, a Hermiona tylko marudziła, ze to całkowita strata czasu. Oczywiście, wybierały się na mecz Quiddicha. Problem był taki, że w przeciwnych drużynach staną Gryfoni i Ślizgoni. Gin już dawno wybrała, że będzie kibicowała swojemu oficjalnemu! Chłopakowi – Blaisowi. Zrezygnowała nawet ze swojego stanowiska w czerwono-złotych barwach. Nie kręciło już ją to jak dawniej, a teraz miała ochotę zaszaleć na trybunach. Dlatego już od rana wybierała dodatki, aby pasowały do Ślizgońskich strojów. Parę rzeczy musiała poprzerabiać, jak zwykłe tenisówki, czy czarny sweterek. Krawat zwinęła Zabiniemu. Podkręciła sobie jeszcze loki i stanęła przed lustrem. Wyglądała całkiem, całkiem. 
- Hermiona, ja Cię błagam! Musimy już wychodzić, żeby znaleźć znośne miejsca!
- No to idź – odburknęła dziewczyna – ja Cię wcale nie trzymam!
- Bez Ciebie nigdzie nie idę! Zepsujesz mi tylko zabawę…- posmutniała Ruda.
-Jaką zabawę? – zdziwiła się Hermi – w tym nie ma nic zabawnego! To tylko latanie bardzo wysoko nad ziemią. Przecież to jest cholernie niebezpieczne! Nie rozumiem jak komukolwiek… - nie dokończyła, bo Weslejówna jej przerwała.
-To mój ukochany sport, jedyna pasja! Zrozum to wreszcie. Ja Ci nie każę od razu wsiadać na miotłę. Chcę tylko utrzeć trochę nosa Ronowi! Jak zobaczy..- tym razem to rudej przerwano.
- Utrzeć nosa Ronowi, mówisz..? – Hermiona się zamyśliła, po czym zdecydowanym głosem powiedziała – skoro tak, to idę!
- Hahahah wiedziałam, że Cię przekonam! – wykrzyknęła uradowana Gryfonka – tylko teraz musimy Cię jakoś ubrać!
- Bez przesady Gin, nie wskoczę do wanny pełnej zielonej farby!
- O to się nie martw – mrugnęła do niej przyjaciółka – bez farby się obejdzie, ale trochę zieleni Ci nie zaszkodzi kochana.
Można by było się pokusić o określenie, ze wręcz wlazła cała do szafy Hermiony w poszukiwaniu nielicznych rzeczy w odcieniach zieleni i srebra. W końcu zadowolona wyszła z mebla i rzuciła ubraniami w brunetkę.
- Raz, raz! Przebieraj się i żadnego ale – szybko powiedziała widząc niewerbalne oznaki protestu na twarzy Hermiony – masz 10 min! Do łazienki!
- No dobra, już dobra, tylko na mnie nie krzycz – żachnęła się starsza z dziewczyn – Robię to tylko dlatego, żeby nie fizycznie skopać tyłek Ronaldowi.
- Jasne – powiedziała Gin – mniej gadania, więcej ubierania! No już! – machnęła wymownie rękami w stronę drzwi od łazienki i zamknęła dokładnie za Hermioną drzwi. Cierpliwie poczekała, aż przyjaciółka się ubierze i jakoś zmyślnie uczesze. Dziewczyna wyszła z łazienki. Wyglądała bardzo ładnie i mimo, że nie miała nigdzie godła Slytherinu można było się domyśleć komu kibicuje, poprzez zmyśle dobranie sweterka. Włosy miała tylko rozczesane i trochę utrwalone, ale tak żeby wyglądały dosyć naturalnie, ale jednak nie zwyczajnie. Uśmiechnęła się so przyjaciółki, złapała ją za rękę i wybiegły z pokoju w stronę boiska. Dotarły chwilkę przed rozpoczęciem meczu. Znalazły miejsca przeznaczone dla kibiców Slytherinu, wzbudzając niemałe zdziwienie. Przez chwilę czuły się obserwowane przez setki par oczu, jednak chwilę potem na trawę weszły obydwie drużyny i na szczęście przestały być obiektem plotek. Zagrzmiał pierwszy gwizdek i mecz się zaczął.
            Hermiona nie mogła jednak wiedzieć, że przez jej prawie-spóźnienie jeden z graczy niespokojnie się wiercił na swoim miejscu. Kapitan Ślizgońskiej drużyny niecierpliwie wodził wzrokiem po trybunach. W sumie sam nie miał pojęcia czemu. Wiedział, że dziewczyna, której szuka nie przychodziła na mecze. Miał tylko nadzieje… że jednak dzisiaj przyjdzie. W ten jeden z ważniejszych meczy. W którym chciał pokazać, że jest ponad Harrym, ponad wszystkim. Chciał jej udowodnić, że jest najlepszy. Tak, jej…
- Ziemia do Smoka, halo! – ktoś wrzasnął mu do ucha.
- Kurwa, nie krzycz. Czego chcesz? – warknął zdenerwowany do swojego czarnoskórego kumpla.
- Może jakieś słowa otuchy dla drużyny, co?
- Skopiemy im tyłki, to oczywiste! Zero litości, liczy się tylko wygrana! – krzyknął do swoich współgraczy. Odpowiedział mu krzyk wszystkich obecnych. Draco jednak cały czas wpatrywał się w Gryfońskie trybuny.
- Źle szukasz stary – Blaisem znowu był przy jego uchu, jednak tym razem szeptał – wypatrz burzę rudych loków, to ją też znajdziesz…
- Co Ty...? Czemu…? Zabini, przecież ja nikogo nie szukam, odwal się! – powiedział zdezorientowany chłopak.
- Jak wolisz – westchnął zrezygnowany mulat – ja wiem swoje. Podszedł do stojaka z miotłami i wziął swoją i blondyna. Zobaczył kątem oka jak jego przyjaciel uśmiecha się do siebie. Musiał wypatrzyć Hermionę, zobaczyć zielony sweter. Cieszył się, że Gin namówiła jednak brunetkę, żeby przyszła na mecz. To dużo dla Draco znaczyło, wiedział to, chociaż Smok nigdy mu o tym nie powiedział. Widział, że wojna, śmierć ojca, wszystko to zmieniło Zadufanego - W - Sobie - Wielkiego - Arystokratę w nastoletniego chłopaka, który miał dosyć cierpienia. Nikt, jego zdaniem, nie potrafi obudzić w Draconie tej właśnie osoby. Nikt oprócz Granger. 
            Przez cały mecz toczyła się zacięta walka o dominację. Każda z drużyn była świetnie wyszkolona. Najpoważniejszy pojedynek toczył się pomiędzy szukającymi – Malfoyem i Potterem. Tym razem jednak wygrała szybkość i to Draco był triumfatorem tego meczu. Ginny szalała, darła się w niebogłosy. Hermiona tylko szeroko się uśmiechała, że jednak Ronald nie będzie się puszył przez miesiąc z powodu wygranej. Ich plan się powiódł, Rudy zszedł z boiska z opuszczoną głową. Stała tak jeszcze jakiś czas, grzejąc się w popołudniowym słońcu, aż w końcu z zamyślenia wyrwała ją Gin.
- Chodź szybko, idziemy do szatni!
- Szatni? Jakiej szatni? Po co? – pytała zdezorientowana Gryfonka.
- Do Blaisa! Muszę mu pogratulować! – krzyczała podekscytowana.
- To idź sama, ja nie idę – Hermiona szybko odmówiła. Wcale nie chciała tam iść. Nie ma mowy. Nie tam gdzie Malfoy.
- Samej do paszczy smoka? A raczej węża hahahaha. Nie ma opcji kochana idziesz ze mną! Za dużo Ślizgonów jak na jedną małą, rudą, wredną.
- Idealnie byś sobie poradziła, co do tego nie mam wątpliwości – uśmiechnęła się brunetka.
- Wiem! – uradowała się Gin – ale razem zawsze raźniej, nie?
- Taaaak, raźniej.. -Powiedziała niezadowolona Hermi, ale dała się pociągnąć w stronę zielonej przebieralni.  
Kiedy weszły do środka wszystkie oczy skierowały się na nie. Jednak po chwili zobaczyły roześmianą twarz Blaisa idącego szybkim krokiem w stronę Rudej. Podszedł, złapał ją w pasie i podniósł.
- Co Kociaku, jesteś dumna ze swojego chłopaka? – pocałował ją czule na oczach wszystkich widzów.
- Nie schlebiaj sobie, jak dla mnie na pochwały zasłużył Draco – mrugnęła do blondyna, na co ten zareagował uśmiechem.
- Ale jak to? – obruszył się Zabini- jestem najlepszym ścigającym na świecie, nie dobijaj mnie! Bo będę zazdrosny o tego tam Tlenionego kretyna.
- Nie pozwalaj sobie Zabini, nie pamiętasz kto dał Ci pozycję ścigającego? – do rozmowy wtrącił się Draco.
- Zapracowałem sobie na nią! – Blaise wkurzył się już nie na żarty.
- Uspokój swojego faceta Ruda, bo jeszcze tu gotów się pobić – zaśmiał się Draco, po czym szybko przybrał swoją kamienną twarz. Właśnie spoglądnął w kąt, gdzie stała wystraszona Hermiona. On nie miał na sobie koszulki, doskonale było widać jego wyśmienicie zbudowane ciało. Przyglądał mu się z niemałym zainteresowaniem. Połechtało to jego ego, jednak nie dał się ponieść emocjom i szybko narzucił na siebie białą koszulę i zaczął zapinać guziki. Wyobraził sobie, że to palce Granger przekładają plastik przez dziurki. Hmmm albo jeszcze lepiej, rozpinają je…
- Blaise, mój kochany miśku. Oczywiście, że byłeś świetny – Gin starała się udobruchać jakoś chłopaka. Chciała mu nawet dać buzi.
- Nie chcę! – powiedział obrażony – Albo dobra, jednak chcę! – odwrócił się do swojej dziewczyny i przycisnął swoim ciałem do ściany.  Całowali się tak przez chwilę, póki ktoś ich nie wykopał za drzwi wraz z okrzykami ‘nie przy ludziach, spadać!’ Oni jednak uśmiechnęli się do siebie, złapali za ręce i poszli w stronę zamku zostawiając Hermionę samą przed szatnią Ślizgonów.  Włożyła ręce do kieszeni i powoli udała się w stronę błoni, aby jeszcze chwilę pooddychać Świerzym powietrzem. Na szczęście schowała do torebki książkę z transmutacji, więc kiedy dotarła do swojej ulubionej ławeczki usiadła i zatraciła się w czytaniu. Nie wiedziała kiedy zmaterializował się koło niej Cormac.
- Zapomniałaś o mnie – wyrwał ją z zadumy.
- O matko – pisnęła – ale mnie przestraszyłeś!
- Mięliśmy opijać wygraną u Madame Rosmerty, a zamiast tego my przegraliśmy, a Ty się uczysz – powiedział smutnym głosem.
- Przepraszam Cię bardzo – powiedziała troszeczkę speszona – nic straconego, dalej możemy tam iść!
- A masz ochotę? – zapytał z nadzieją.
- Oczywiście! – powiedziała z aprobatą.
Ruszyli w stronę wioski, wesoło rozmawiając. Gdy doszli do baru McLaggen nonszalancko przepuścił ją w drzwiach i zaprowadził do jak najbardziej oddalonego stolika. Zamówili po kremowym piwie. Bardzo szybko rozmowa wpłynęła na tematy, o których Hermiona nie chciała rozmawiać.
- Czemu widziałem Cię dzisiaj na trybunach Ślizgonów? – zapytał podchmielony już chłopak.
- Ginny mnie poprosiła, żebym z nią poszła … - niezgrabnie obroniła się brunetka.
- To nie ma nic do rzeczy! Tamta to dopiero ogłupiała! Jak mogła zejść się z kimś ze Slytherinu! Dziwka. – powiedział oburzony.
- Ej, ej nie pozwalaj sobie! Gin to moja przyjaciółka i nikt jej nie będzie w moim towarzystwie obrażał! – krzyknęła zdesperowana dziewczyna.
- No dobra, sory, sory nie chciałem. Po prostu tego nie rozumiem.
- Jest zakochana, tu nie ma nic do zrozumienia.
- A propos zakochania… Czy Ty masz kogoś?
- Durne pytanie, co Cię to interesuje? – Hermiona trochę się speszyła.
- Ty mnie interesujesz – wymruczał jej do ucha, a jego dłoń niebezpiecznie powędrowała na jej kolano. Szybko je strąciła i odsunęła się od pijanego już Cormaca.
- Przestań! Było bardzo miło, a Ty wszystko psujesz!
- Nie udawaj takiej cnotki śliczna – wybełkotał – przecież wiem czego chcesz.
-Nic nie wiesz! Jesteś zalany, wcale nie mam żadnej przyjemności z siedzenia z Tobą tutaj. Niech Cię jacyś kumple odprowadzą do domu. Ja wcale nie mam zamiaru! – krzyknęła już mocno zdenerwowana Hermiona. Wstała od stolika, rzuciła parę galeonów na bar i wychodząc trzasnęła drzwiami.
            Całej sytuacji przyglądał się samotny chłopak siedzący w kącie przy barze i pijący ognistą. W ciemności pomieszczenia widać było tylko jasną grzywkę i równe, białe zęby. Kiedy dziewczyna wyszyła on wstał i ruszył za nią. Szedł chwilę po jej śladach po czym zrównał z nią krok.
- Draco! Merlinie, ale mnie wystraszyłeś. Co Ty tutaj robisz? – powiedziała cicho zaskoczona Hermiona. Bała się odezwać głośniej, bała się, że czar pryśnie, że to tylko jej wyobraźnia, a on zaraz zniknie.
- Wracam do dormitorium – to jedyne co przyszło mu do głowy. Głupie, kretyńskie. Niegodne arystokraty.
- To widzę… - powiedziała cicho. Szli w milczeniu. Dziewczyna zaczynała trząść się z zimna, było późno, a ona bezmyślnie nie wzięła kurtki. Draco bez słowa ściągnął marynarkę i ułożył na ramionach Hermiony, a ona cicho się zaśmiała.
- Co? – zapytał zdezorientowany.
- Mam już jedną Twoją marynarkę, kiedyś nie zostanie Ci żadna, jak tak będziesz mnie ratował od zamarznięcia.
- Przeszkadza Ci to?
- Ani trochę.
- Mnie również.

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

The Versatile Blogger

Zostałam nominowana do The Versatile Blogger jakiś już czas temu, ale nie miałam jeszcze czasu się tym zając, więc w przerwie pomiędzy notkami wydaje mi się, że to będzie dobry przerywnik.




ZASADY:
1. Podziękować nominującemu na jej/jego blogu.
2. Ujawnić siedem faktów o sobie.
3. Nominować 10 blogów, które twoim zdaniem na to zasługują.
4. Poinformować o tym fakcie autorów nominowanego bloga

1)Zostałam nominowana przez autorkę http://draco-miona.blogspot.com i bardzo jej za to dziękuję.

2)Siedem faktów o mnie? Trudno tak wyciąć siedem ‘najważniejszych’  części mojego życia. Postaram się jednak Wam to trochę przybliżyć.

# Pierwsza rzecz, która przyszła mi do głowy to właściwie śmieszny zbieg okoliczności, siedem faktów o mnie,  a ja chodzę do liceum nr VII, do drugiej klasy biol-chem.
#  Piję zawsze czarną kawę bez żadnej łyżeczki cukru.
# Od 6 lat trenuję jazdę konną, dokładniej – skoki. Mój rekord jak na razie to 95 cm.
# Mam widoki na medycynę w przyszłości, ale boję się, że może być ciężko, bo jestem na bakier z chemią.
# Przyjaźniłam się z chłopakiem 11 lat i nam się rozpadło, więc jeśli przeczytacie w tym opowiadaniu dialogi pełne bólu możecie być pewni, że to są fragmenty z mojego życia, które tak bardzo nadal mnie bolą.
# Moim ulubionym zespołem jest Metallica, ulubioną piosenką The Unforgiven III.
# Uwielbiam farbować sobie włosy, chociaż jestem naturalną bardzo jasną blondynką, to miałam już kruczo czarne, brązowe, czerwone i rude włosy.

3)Większość blogów, które czytam już są nominowane, więc po prostu jeśli ktoś poczuje, że chce to opublikować u siebie to proszę bardzo. Tak dla własnej ochoty :)

PS. Jak chcecie coś jeszcze o mnie wiedzieć, to piszcie !

czwartek, 25 kwietnia 2013

ROZDIZAŁ VI Powiew


Chciałam Wam wszystkim podziękować za wszystkie słowa pod moim wcześniejszym postem. Przepraszam, za groźbę zamknięcia opowiadania, ale serio nie wiedziałam co mam zrobić. Jednak kiedy zobaczyłam pierwszy post od razu wzięłam się za pisanie, bo ciągnęłabym to opowiadanie nawet dla jednego czytelnika. To, że jest Was więcej bardzo mnie cieszy i napędza do działania. Mam nadzieję, że kolejna cześć opowiadania Was nie zawiedzie, jeśli coś będzie fatalnego po prostu piszcie. BŁAGAM PISZCIE. Chcę znać Waszą opinię, bo jest bardzo pomocna do ogarniania kolejnych rozdziałów. Ach no i chciałam wam z góry powiedzieć, że NIE lecę na fejma na komentarze.  Jestem tu po prostu nowa i to moje pierwsze opowiadanie.
***
Było bardzo ciepło, liście spadały z drzew, wielkimi krokami nadchodziła jesień. Bijąca Wierzba w złości strącała z siebie ostatnie, najodważniejsze ptaki. Razem z melancholią dnia czas mijał bardzo powoli. Uczniowie chodzili jak zaklęci korytarzami, nie działo się zupełnie nic. Od tamtego dnia, kiedy dziwna sala zamknęła w sobie dwóch odwiecznych wrogów minęło już prawie 2 tygodnie. Nie da się ukryć, że to było niecodzienne zdarzenie i każdy musiał je przetrawić po swojemu. W prawdzie Ginny i Blaise szybko o tym zapomnieli, ale Hermiona i Draco myśleli o tym intensywnie i nikomu się nie potrafili z tej rozterki zwierzyć. Chodzili ciemnymi korytarzami zamku i nawet się do siebie nie odzywali. Ta cisza czasami była tak ciążąca, że aż bolało serce. Jak człowiek może się tak różnić od drugiego człowieka? Dla nich te kilka godzin było niewyobrażalnie niepokojące. Dla niej – bo on dotknął ją bez żadnego ale.
 Dla niego – bo utopił się w kolorze jej oczu. Nigdy jeszcze się nie zakochał. Kobiety… były dla niego zabawką. Mógł je mieć, mogło ich nie być. Miłość? A kto się teraz w to bawi? BŁAGAM! Sex uważał za coś doraźnego, za darmo, czy za pieniądze – żadna różnica. Jednej nocy byłaś, rano nie pamiętał Twojego imienia. Tym razem coś delikatnie skrobało w jego podświadomość. Pukało, szeptało. Powiew wiatru. Draco był typem człowieka, którego ciężko było zmienić. Miał serce wykute z wiecznego lodu. I nagle zaczęło topnieć. Nie gwałtownie, powolutku. Widział ją obok siebie i chciał ją dotknąć. Odrzucał od siebie te myśli, a one wracały jak bumerang. Nagle miał ochotę się postarać, zdobyć jej serce. Po cichu się bał, że ona tego nie będzie chciała. Nienawidził strachu. Dlatego nie dopuszczał do siebie myśli, że kiedykolwiek jej to powie. To go bolało, Draco cierpiał. Facet lat 17 czuł ból z powodu miłości. Ślizgon czuł ból z powodu miłości. To przeczyło ogólnodostępnie powszechnym zasadom, tak nie powinno być. Chciał to zwalczyć, bił się sam ze sobą. Nie spał w nocy. Czekał. Czekał, aż znowu ją zobaczy.
Jednak starał się nie dać omotać tym wszystkim uczuciom. UCZUCIE. Nowe słowo w jego słowniku. Nigdy go nie doświadczył i może dlatego teraz było mu ciężko. Tak naprawdę to przez całe życie mu było ciężko. Dlatego jest tym kim jest i cholernie mu się to podobało. Ludzie czuli do niego respekt, dbał o siebie i był groźny. W sumie to nie miał zbyt wiele do roboty w tej szkole po zniszczeniu Voldemorta. Odhaczał obecności na lekcjach, chociaż mógłby spokojnie z nich zrezygnować, bo sam się uczył dla siebie i wszystko co robią na zajęciach to dla niego tylko powtórka. Najbardziej chciał się skupić na grze w Quidditcha. To sprawiało mu przyjemność i usprawniało jego fizyczność. Jako kapitan drużyny i szukający miał najwięcej do powiedzenia w tej sprawie. Ślizgoni starali się po puchar więc Draco ustalał coraz to bardziej ciężki grafik treningów. Często aby się oderwać od codzienności brał swoją miotłę i ruszał na boisko. Lubił prędkość, lubił wysokość, lubił czuć wiatr we włosach. Mało na tym chorym świecie było rzeczy, które sprawiały mu przyjemność. Oprócz ognistej gra była jego drugą miłością, drugim imieniem.
Na dzisiejsze popołudnie zapowiadali deszcz i wiatr, ale to nie zraziło blondyna. Po zajęciach szybko wyszedł z sali, nie czekając na Blaisa, który pewnie i tak chciał spędzić piątkową noc u Rudej. Hahahah głupi, zakochany chłopak. Chociaż Ginny miała temperament i była czystej krwi, więc Draco nie mógł nic zarzucić kumplowi. Postanowił, że się po prostu do niej przyzwyczai. No i Gin dzieliła z Draconem jego pasję, Quidditch. Ten rozejm chyba jest do przyjęcia. Gdy dotarł do szatni Ślizgonów złapał miotłę i ruszył na boisko. On sam jeden i ogromna przestrzeń. Jak zacznie wiać będzie o wiele ciekawiej. Szybko wskoczył na miotłę i zatracił się w treningu. Myślał o swojej przeszłości, o znaku Śmierciożerców wypalonym na przedramieniu, o matce i o dużych czekoladowych oczach… STOP! Nie rozumiał, jak mogła w nim zachodzić tak przerażająca zmiana. Nie chciał tego, w życiu! Co by powiedzieli inni? W sumie głęboko w dupie miał ich zdanie, ale musiał trzymać fason. MUSIAŁ. Hermiona była ładna, była zabawna, wesoła. Ale była szlamą do cholery! Draconie Malfoyu masz się natychmiast doprowadzić do porządku! Nie pozwól sobie na coś, czego będziesz potem żałował. Nie zaznałeś miłości i nigdy jej nie zaznasz. Z resztą, ona Cię nienawidzi i koniec. Nie wiedział ile czasu spędził na ćwiczeniu zwodów, uników, zwiększaniu swojej prędkości i perfekcji lotu. Upływający czas dostrzegł w momencie, kiedy blask Księżyca oświetlił mu twarz i stwierdził, że już chyba na dzisiaj wystarczy. Jeszcze mu brakowało jakiegoś durnego szlabanu za włóczenie się po nocach.
Wracając do Dormitorium błagał w myślach, żeby nie spotkać Gryfonki. Nie wiedział, czy jest gotowy na jakąkolwiek konfrontację z dziewczyną. Musiał się trzymać sam i przy okazji nie zadawać naumyślnie dziewczynie bólu. Podsumowując jej dotychczasowe życie, dużo się nacierpiała z winy jego rodziny. Zastanawiał się dużo, każdy wiedział, że Draco nie jest rozmowną osobą. Tylko, że nikt nie spodziewał się, że przedmiotem jego rozmyślań jest nie kto inny jak sama Hermiona – Wiem- Wszystko- Granger. Przestał chodzić do biblioteki w obawie, że może przez przypadek ją tam spotka.
Nie wziął jednak jednej rzeczy pod uwagę. Hermiona też się zmieniła. Każdy z nich przechodził dziwny okres.  Taki, którego żadne z nich nie miało ochoty przechodzić. Nie zdawało sobie sprawy jakie konsekwencje może ta zmiana ze sobą nieść. W przypadku dziewczyny konsekwencje były kolosalne. Zmieniał się fizycznie i psychicznie trochę też. Oczywiście nadal była dla niej najważniejsza nauka i stawiała ją na pierwszym miejscu. Ale wiedza ustępowała trochę ciekawości świata.  Hermi nie miała jeszcze za sobą pierwszego razu, bo nikt się nią wcześniej w TAKI sposób nie interesował. Teraz kiedy baaaaardzo (zdaniem Ginny) się zmieniła zaczęła zauważać, że chłopcy w szkole się za nią oglądają. Dla niej to było tylko ‘naczynie’, ważna była dusza w środku. Zawsze tak uważała i nikogo nie oceniała po wyglądzie. Brzydzili ją trochę faceci śliniący się do niej, ale też było to dla niej nowe uczucie, przyjemne. Niecodzienne. Zaczęła się lepiej ubierać (oczywiście dzięki Rudej). Zazdrościła trochę przyjaciółce Blaisa i mimo, że Ślizgon nie był w jej typie to czasami nie mogła oderwać od niego oczu. Zastanawiała się długo jaki był jej typ? O sytuacji w Sali chciała po prostu zapomnieć. Tamta noc dla niej nie istniała, ten chłopak dla niej nie istniał. Był jej wrogiem i chciałaby, żeby tak pozostało. Czasem dziwiła się, że go nigdzie nie spotyka, ale sprawnie czyściła te myśli ze swojej pamięci. Był tylko jeden dowód na to, że tamto wydarzenie miało miejsce. Pięknie skrojona, czarna, męska marynarka na wieszaku w jej szafie. Usilnie starała sobie wmówić, że nie oddała jej, bo nie miała jeszcze okazji, a nie dlatego, że tak cudownie pachniała… NIE. Zdecydowanie musi coś zrobić. Przy najbliższej okazji. Dlatego, kiedy wybierała się na obiad starała się wyglądać ładnie.
- Ginny! Jak dobrze Cię widzieć z powrotem na starych śmieciach!
- Wiesz, trzeba czasem się pospolitować – uśmiechnęła się Radoście Ruda – Bardzo ładnie wyglądasz! Nareszcie! – wykrzyknęła uradowana.
-  No nie przesadzaj, popatrz na siebie! Wyglądasz cholernie rewelacyjnie!
            I to była prawda. Mimo, ze Ginny była młodsza o rok, totalnie nie było po niej tego widać. Zawsze ubierała się z fasonem, a od kiedy zaczęła chodzić z Blaisem była kwitnąca. Dzisiaj miała na sobie krótką sukienkę o granatowym kolorze i rozwiane włosy  
- Chyba nie muszę Ci przypominać, że jutro mecz? – zapytała Ruda.
- Jaki mesz? – odpowiedziała pytaniem na pytanie skonsternowana Herm.
- Quiddicha! Ślizgoni przeciwko Gryfonom, nie pamiętasz?!
- Gin, ile razy mam Ci powtarzać? W ogóle nie interesuje mnie tak gra, nie lubię jej. Od kiedy odeszłaś z drużyny nawet myślę o tym, żeby marnować cenny czas na jakieś głupoty.
- Hermiona, ale przecież Blaise gra… Musze mu iść kibicować! Obiecałam to mu. Będę się czuła cholernie źle, jako jedyna Gryfonka na zielonych trybunach.
- To nie idź w ogóle, ja nie mam na to czasu ani ochoty.
- Hermiiiiiiiiiiiiiiiii proooooszę – Ginny zrobiła kocie oczy i wpatrywała się nimi w przyjaciółkę.
- No dobrze już, dobrze! Tylko jeden mecz. Nic więcej. – mruknęła pod nosem nieszczęśliwa brunetka.
- DZIĘKUĘ CI! Zaraz polecę powiedzieć Blaisowi, że będziemy, ucieszy się. – krzyknęła Gin i poleciała do swojego chłopaka.
- Och w to nie wątpię – powiedziała sama do siebie zrezygnowana Hermiona. Nie była jednak świadoma tego, że ktoś jest świadkiem tej szybkiej wymiany zdań i kiedy odwróciła się, aby nalać sobie soku napotkała wściekłe oczy Rona.
- A teraz masz jeszcze zamiar kibicować Ślizgonom?! Odbiło Ci?! Czy Ty postradałaś rozum? Na Merlina! Nie wierzę! – powiedział cały czerwony na twarzy.
- To nie Twój interes Ronald! – odszczekała wściekła już dziewczyna.
- A właśnie, że mój! To jest Twój psi obowiązek kibicować własnej drużynie! – teraz to już ostro przesadził, mówiąc do niej tak wulgarnie, a na dodatek złapał ją boleśnie za nadgarstek.
- Dosyć Ron! Mam już Ciebie serdecznie dosyć! Nie mogę uwierzyć, że masz czelność tak do mnie mówić. Znikaj z mojego życia! Nie chcę Cię znać! – Hermionę naprawdę zabolało to, co powiedział do niej chłopak, przez niego tylko czułą się jeszcze gorzej. Nie dość, że była wyobcowana ze środowiska jako prefekt, to jeszcze na dodatek on ma czelność upokarzać ją na oczach całej Wielkiej Sali! Wszystko w niej wrzało i zadecydowała, że z wielką ochotą pójdzie na mecz wbrew ex przyjacielowi. I będzie głośno kibicować Blaisowi. I ubierze się odpowiednio do okazji. Tak, tak właśnie zrobi. Usiadła na końcu stołu, żeby w spokoju dokończyć obiad. Gdy znalazła miejsce, okazało się, że siedzi koło Cormaca McLaggena. Nieśmiało uśmiechnęła się do blondyna i zajęła się swoim daniem. Chłopak przyglądał jej się z wymalowanym pożądaniem na twarzy, ale że Hermiona nie była oblatana w takich sprawach nie szczególnie zwróciła na to uwagę. Nagle od stołu wstał Dyrektor i podszedł do mównicy. Chwilę się zastanawiał, co ma powiedzieć, poprawił brodę i okulary i przemówił:
- Ciszaaaaaa, przestańcie pałaszować pyszne smakołyki i na chwilę mnie posłuchajcie. Niedługo, jak pewnie się wszyscy orientują będzie Halloween. Z tej okazji Rada Nauczycielska postanowiła zorganizować bal. Odbywać to się będzie na takich zasadach, że chłopcy mogą zapraszać dziewczyny, dziewczyny chłopców i oczywiście sami także możecie przyjść. Proponuję ubrać się odpowiednio do sytuacji… - Dumbledore jeszcze coś mówił i Hermiona bardzo chciała go posłuchać, ale poczuła, że ktoś ją szturcha w ramię.
- Hermiona – szepną Cormac – nie wybrałabyś się może z takim przystojniakiem jak ja na ten bal?
- No nie wiem, jeszcze się chciałam zastanowić, czy w ogóle tam iść – odszepnęła niezdecydowanie.
- Dawaj, będzie super zabawa, zaszalejemy!
- Och skoro tak mówisz, to w po…- nie zdążyła dokończyć, bo przerwały jej dziwne słowa dyrektora, które dotyczyły jej osoby.
- Chciałbym zakomunikować zanim ktokolwiek zaprosi kogokolwiek na zabawę, że jest jeszcze jeden warunek. Otóż, w ramach pozycji Prefekta Naczelnego, uczniowie na tym stanowisku mają dobrać się w pary według oto tej zasady. Ślizdon z Gryfonką i Puchon z Krukonką. Dziękuję za uwagę. – Dumbledore skończył wypowiedź, tajemniczo uśmiechnął się do Hermiony i zszedł z mównicy.
- No nie! – westchnęła Gryfonka – przykro mi Cormac, ale sam widzisz, że nie mam wyjścia – uśmiechnęła się do niego smutno.
- To muszą być jakieś jaja! – powiedział niezadowolony.
- W ramach przeprosin, może wybierzemy się na kremowe piwo w najbliższą niedzielę? – zaproponowała Hermi.
- Oczywiście, z wielką przyjemnością. Przyjdę co Ciebie po meczu, będziemy świętować zwycięstwo – puścił do niej oczko, wstał i poszedł w stronę wyjścia. Hermiona niezadowolona z wieści zrezygnowana popatrzyła się w stronę stołu Ślizgonów i szukała wzrokiem Ginny. Jednak na przeszkodzie stanęły jej stalowe tęczówki jej niesłownego jeszcze partnera. Parzyła się chwile w nie intensywnie po czym speszona odwróciła wzrok i napotkała na szczerzącą się do niej Ginny. Nie miała zielonego pojęcia dlaczego przyjaciółka tak głupkowato się do niej uśmiecha, ale na pewno się zapyta. Teraz chciała znaleźć się w swoim dormitorium i na spokojnie odrobić lekcje. Gdy zbliżała się do wyjścia z Sali, krok zrównał z nią nie kto inny jak Draco Malfoy. Przez chwilę szli bez słowa, po czym chłopak się odezwał:
- Panno Granger, pójdziesz ze mną na bal?
- A mam jakieś inne wyjście?
- Nie – odpowiedział i udał się w stronę lochów.

niedziela, 21 kwietnia 2013

***

Widzę, że tu jesteście po liczbie wejść, ale nie wiem po co? Tylko nabijacie licznik, ale nie wiem czy Wam się podoba, czy wchodzicie i olewacie. Nie wiem czy pisać nowy rozdział i po prostu mam dylemat czy ktoś to czyta i to wcale nie napędza mojej weny. Poczekam parę dni i zadecyduję czy kontynuacja tej opowieści ma jakikolwiek sens.
Pozdrawiam, zawsze Wasza Akness.  

czwartek, 11 kwietnia 2013

ROZDZIAŁ V Myśli


- Jak ja ją tylko znajdę TO ZABIJĘ! – Ruda już od pół godziny chodziła w kółko po swoim dormitorium. Nienawidziła być niepoinformowana. Przecież to jest oczywiste, że Ginny zawsze wszystko wie i jest w centrum zamieszania. Ale nie tym razem! W tym momencie nie wiedziała co się dzieje i to na dodatek z jej najlepszą przyjaciółką! Martwiła się, bo o 7 Hermi była już dawno z Gin w dormitorium i wspólnie wybierały się na pierwszą lekcję. Tym razem brunetka się spóźniała, a dziewczyna zaczęła się martwić. Ani Harry ani tym bardziej Ron nie mogli jej pomóc, bo po prostu stracili jakoś ze sobą kontakt.  W końcu stwierdziła, że czas ruszyć tyłek i poszukać przyjaciółki. Wyszła ze swojej sypialni, przeszła przez Pokój Wspólny, który był wypełniony zaspanymi Gryfonami i wyszła na korytarz. W sumie to nie wiedziała dokąd chce iść. Jej nogi same skierowały się w stronę dormitorium Hermiony, a jej myśli analizowały wspomnienia, w których ostatni raz widziała Gryfonkę. Nawet nie zauważyła, kiedy doszła na miejsce, z transu wyrwał ją ciepły, męski i dobrze jej znany głos.
- Cześć Mała, czego szukasz?
- MÓWIŁAM CI, JESZCZE RAZ NAZWIJ MNIE MAŁA, A ZAMIENIĘ TWOJE ŻYCIE W PIEKŁO ZABINI! – krzyknęła Ruda i udawała obrażoną.
- No dobra kociaku, nie złość się – Blaise podszedł do stojącej do niego tyłem dziewczyny i złapał w pasie. Ginny poczuła oddech chłopaka na swojej szyi i po chwili ugięły się pod nią kolana, gdy Ślizgon zaczął powoli obsypywać jej szyję delikatnymi pocałunkami.
- Mmmmm – wymsknęło się dziewczynie, a Zabini uśmiechnął się w duchu, że tak na nią działa. Nagle Ruda odwróciła się gwałtownie do niego przodem, zabawnie pogroziła palcem i powiedziała:
- Blaisie Zabini, nie życzę sobie, żebyś tak bezczelnie na mnie napadał, a potem jeszcze rozpraszał mnie w tak nieprzyjemny sposób!
- Nieprzyjemny? Mnie się wydaje, że Ci się podobało – wyszeptał jej w usta chłopak.
- TYLKO CI SIĘ WYDAWAŁO – dziewczyna roześmiała się, pocałowała go w policzek i wyrwała się z jego objęć. Podeszła do drzwi dormitorium i zorientowała się, że nie zna hasła!
- Blaise, co Ty tu właściwie robisz?
- Szukam Smoka – odpowiedział z prostotą chłopak.
- Jak to? – zdziwiła się dziewczyna – on też zniknął?
- Co masz na myśli mówiąc też?  
- Ja tu przyszłam znaleźć Hermionę! Nie widziałam jej już od dłuższego czasu i nie przyszła dzisiaj rano do mnie, jak to zawsze robi! Więc pomyślałam sobie, że może zaspała, ale nie znam hasła do sypialni więc chyba przyszłam na próżno. – powiedziała trochę podminowana Gryfonka.
- Ja znam hasło i już dawno przeszukałem dormitorium, nie ma ani śladu Twojej przyjaciółki ani mojego wrzodu na dupie – powiedział spokojnie Ślizgon.
- Oh dlaczego Ty jesteś taki oziębły, przecież zniknęli! Mogło im się coś stać! – Ginny nie mogła się uspokoić.
- Smok na pewno da sobie radę, to duży chłopiec. No i jeśli jest z nim Granger… Hahah to może im nie przeszkadzajmy, co?  - zadrwił chłopak.
- Oj o czym Ty w ogóle do mnie rozmawiasz głupku! – żachnęła się Ruda – przecież obydwoje wiemy, że oni siebie nie lubią, ba! Nie tolerują! Więc zamiast gadać głupoty mógłbyś się zastanowić, gdzie mogą być!
- Spoko Gin, bez histerii. Co wczoraj robiłem ze Smokiem? Hmmm – Smok się przez chwilę zamyślił – Wiem!  Urwaliśmy się z transmutacji i poszliśmy na boisko potrenować zagrywki do nowego meczu. Potem… potem poszliśmy do dormitorium, bo Draco musiał odpisać matce na list… A POTEM DOSTAŁ JAKIŚ NIESPODZIEWANY  LIST!
- Co masz na myśli?
- No dostał jakąś szkolną przesyłkę, jakby się dobrze zastanowić to chyba widziałem na niej pieczątkę McGonagall – powiedział Blaise.
- Od McGonagall? Czekaj… Hermiona też dostał jakiś list, bo widziałam ją pędzącą przez korytarz wieczorem, była tak zaaferowana, że nawet mnie nie zauważyła!
- No to chyba jest tylko jedno wyjście, idziemy do niej – podsumował Ślizgon.
- E tam, nie idziemy! Jeszcze tylko nam wlepi szlaban za zrywanie się z lekcji. Skoro to od niej to konkluzja jest prosta, albo dostali albo pilnowali kogoś na szlabanie. Tylko gdzie oni mogą być? – zastanowiła się dziewczyna.
 – WIEM! – krzyknęła i złapała chłopaka za rękę – idziemy!
- Gdzie Ty mnie ciągniesz szalona? – powiedział zdumiony Zabini, ale nie wyrwał się tylko pobiegł razem z Rudą.
- Pod Zielarstwo, szybko zanim się lekcja zacznie!
- Co jednak zdecydowałaś się odpuścić i idziemy na zajęcia?
- Coś Ty! Potrzebujemy Harrego!
- O NIE, ja nie potrzebuję tego tępaka, w życiu – oburzył się Blaise, ale nie zwolnił kroku.
- Jak chcesz znaleźć Dracona to potrzebujesz, bądź już cicho, on jest całkiem spoko!
W końcu dotarli pod salę, na szczęście profesorka jeszcze nie przyszła. Ginny znalazła czarną czuprynę Harrego w tłumie uczniów z 7 klasy i pociągnęła go za rękaw do najbliższej pustej szklarni. Zdumiony chłopak nie wiedząc o co chodzi wyrwał się Gryfonce i zażądał wyjaśnień co rusz niepewnie spoglądając na Ślizgona.
- Harry – szepnęła Ginny – potrzebujemy Twojej pomocy.
- Co się stało? – odpowiedział cicho chłopak, żeby przypadkiem nikt go nie usłyszał.
- Szukamy… kogoś. Potrzebujemy do tego mapy. Błagam, pożycz nam ją.
Wybraniec niepewnie wyciągnął mapę Huncwotów z tylnej kieszeni spodni.
- Nie pytam po co Wam to i nie chcę wiedzieć do czego. Tylko mi ją oddajcie. Ufam Ci Gin – powiedział i odszedł szybkim krokiem na lekcje.
- Ty to jednak jesteś inteligentna – Ginny usłyszała cichy baryton zaraz przy swoim uchu. Automatycznie westchnęła  i zaraz się za to skarciła. Lubiła chłopaka, ale kurcze bez przesady… Co on z nią robi?! Poczuła, że przygryzł płatek jej ucha i myślała, że zaraz zwariuje z rozkoszy.
- Blaise, daj spokój! – ledwo dała radę wyrzucić z siebie te trzy słowa. Tak naprawdę nie chciała żeby przestawał, tak bardzo nie chciała… - Musimy ich znaleźć! – oderwała się od niego i popatrzyła na skrawek pergaminu, który trzymała w ręce. Merlinie, jak ona ze mną pogrywa! Pomyślał Diabeł i przyjrzał się mapie.
- Co to jest? – głupio zapytał.
- Zaraz zobaczysz – Ruda wyciągnęła różdżkę i wypowiedziała formułkę – Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego – i pacnęła w papier. Zaraz mapa pokryła się szkicem Hogwartu i ruszającymi się punktami.
- Na Merlina! To Zamek! I ludzie! – Blaise był zachwycony.
- Tak, ale teraz nie mamy na to czasu, rozkładamy ją i szukamy naszych zagubionych! – Powiedziała Ginny po czym natychmiast zaczęła rozkładać pergamin na podłodze nieużywanego pomieszczenia. Dokładnie sprawdzali każdy zakątek szkoły. Nigdzie nie mogli ich znaleźć. Blaise miał rację – ich dormitorium było puste, na lekcjach też ich nie było, ani w łazienkach. Już prawie tracili nadzieję, kiedy Ginny jeszcze raz rzuciła okiem na najwyższe piętra szkoły, na najbardziej zapuszczone i zapomniane klasy. Tam ich właśnie znalazła. Na VI piętrze, w sali o numerze 2945. Była wniebowzięta! Krzyknęła tylko:
- Koniec psot! – i pognała na schody nie czekając nawet na swojego kompana. Po pewnym czasie Ślizgon ją dogonił, w końcu też sportowiec, kondycje mieli całkiem, całkiem. Wbiegli po schodach na VI piętro i rozglądnęli się za wyznaczonym pomieszczeniem. W końcu znaleźli malutkie drzwi z danym numerem i dostrzegli malutką kartkę przyczepioną do framugi:

Zamknąłem ich tam.
Mogą nie być zbyt szczęśliwi po wyjściu.
Przekręć klucz w zamku.
Xxx

- O co chodzi? – powiedziała zdziwiona Ruda.
- Nie wiem – Zabini niepewnie przekręcił otworzył drzwi i na wszelki wypadek schował się za nimi, gdyby przypadkiem miało wylecieć stamtąd jakieś zaklęcie. Na szczęście nic takiego się nie stało. Obydwoje powoli przeszli przez próg i powoli przyzwyczajali oczy do ciemności panującej w sali. Stali tak przez chwilę w mroku po czym wyciągnęli różdżki i szepnęli pod nosem:
-Lumos!
Rozeszli się, Ginny na prawo w stronę okiennic, a Blaise w stronę ściany. To co się wydarzyło za chwilę nie trwało nawet  5 sekund. Ginny otworzyła okno, do pomieszczenia wpadły ostre promienie wschodzącego słońca. Zabini był w tym czasie przy jakiejś dziwnej szafie, pochylił się właśnie nad wnęką w ścianie i nagle ktoś go szarpnął , przygwoździł do ziemi i przyłożył różdżkę do szyi.
- Smoku! Jak dobrze Cię widzieć! – z trudem wychrypiał mulat – mógłbyś łaskawie przestać starać się mnie zabić, co? W końcu szukałem Cię przez cały ranek, coś mi się należy w podzięce! – zakpił.
- Zabini – powiedział wściekły blondyn i rozejrzał się nieprzytomnie po sali.  Zobaczył Rudą stojącą jakby była sparaliżowana z ręką na otwartej okiennicy, a we wnęce przecierająca oczy Hermionę. Pod nim za to leżał Blaise i szeroko się uśmiechał.
- Z czego się tak cieszysz kretynie? – warknął i schował różdżkę do kieszeni tym samym uwalniając chłopaka z żelaznego uścisku. W tym czasie Ginny podbiegła do Hermiony i pomogła jej wstać z zimnej podłogi. Ku jej zdumieniu dziewczyna miała na sobie marynarkę Dracona.
- Hermi! Co Ty tu do jasnej cholery robisz? Dlaczego Ci nie ma na zajęciach?! – zbulwersowała się Ruda.
- To długa historia.. – odpowiedziała jej przyjaciółka – dostałam wiadomość od McGonagall, że muszę przypilnować jakichś pierwszorocznych na szlabanie. Okazało się, że Draco dostał ten sam list – popatrzyła na chłopaka i akurat trafiła na przypatrujące się jej stalowe tęczówki, więc zmieszana opuściła głowę – przyszliśmy tutaj i siedzieliśmy u z nimi przez 2,5 godziny. Potem oni się zmyli, a kiedy chcieliśmy wyjść drzwi zamknęły się nam przed nosem i nie chciały się nijak otworzyć..
- Jak tu weszliście? – chłodno przerwał jej Draco.
- Drzwi były zamknięte na klucz, przekręciliśmy klucz w zamku. Poza tym znaleźliśmy na drzwiach tę kartkę – powiedział Zabini i wręczył przyjacielowi kawałek pergaminu.  
- Co to kurna ma znaczyć? – Draco powoli traciła panowanie nad sobą. Był cholernie nie wyspany, a do tego właśnie dowiedział się, że ktoś ich tu zamknął specjalnie. Po co? Przecież gdyby Hermiona się nie zmieniła przez te wakacje i gdyby jego ojciec nie siedział w Azkabanie dziewczyna dawno byłaby już martwa. Dręczyło go jeszcze jedno pytanie:
- Jak nas znaleźliście? – potem przerzucił wzrok na Wesley, która wyciągała zrolowany pergamin z kieszeni.
- Mapa Huncwotów, oczywiście – Hermiona pacnęła się ręką w czoło i ucieszyła się w myślach, że ma tak super extra inteligentną przyjaciółkę.
- Nie wiem jak Wy, ale ja stad spadam – powiedział obojętnym tonem Draco i ruszył w kierunku wyjścia. Po chwili Blaise podniósł się z podłogi i poszedł za kumplem. W drzwiach rzucił tylko:
- Siema dziewczyny! – i mrugnął zalotnie do Gin. Wiedział, że Smok nie wybiera się na lekcje, więc dogonił go szybko i w milczeniu udali się w stronę lochów do dormitorium Blaise’a. Biorąc pod uwagę to, że dziewczyny też nie wrócą już na zajęcia to było zdecydowanie bezpieczniejsze miejsce niż sypialnia prefekta. Doszli do drzwi i Diabeł rzuciła hasło po czym drzwi się otworzyły i ukazał się ich oczom chłodny Pokój Wspólny Slytherinu.  
- Stary, co się właściwie stało? – rzucił Blaise, gdy rozsiedli się już na fotelach w jego sypialni ze szklankami Ognistej w rękach.
- Nie mam najmniejszej ochoty o tym rozmawiać.. – mruknął blondyn.
- Dlaczego Granger ma Twoją marynarkę? – Diabeł nie ustępował.
- Bo było jej zimno, ale trujesz dupę. Nie możemy się spokojnie i w ciszy nawalić? – zapytał Draco z głową oparta na oparciu wygodnego fotela i zamkniętymi oczami.
- Oczywiście, że możemy, wiesz że ja z Tobą zawsze! – zaśmiał się Blaise i napełnił ich szklanki do pełna – tylko nie rozumiem po prostu kto i po co chciał Was tam zamknąć?
- Ja też nie i nie mam do tego dzisiaj głowy. Totalnie się nie wyspałem, Granger przeleżała na mnie całą noc, nie było wygodnie.
- Łooooo! – Diabeł patrzył się ze zdumnieniem na kumpla – jak to na Tobie spała? Czyżby Pan Wielki Arystokrata polubił taką nic nie znaczącą osóbkę jak nasza kochana Hermiona?
- Zamknij się i pij! – warknął blondyn, chociaż właściwie nie wiedział czemu się tak wkurzył. A nie, jednak wiedział. Bo Zabini miał rację. Polubił Granger. Tamtej nocy.. Ona zasnęła bardzo szybko na jego ramieniu. Jednak potem znalazła przez sen wygodniejsze miejsce na jego kolanach. Wtuliła się w jego brzuch, oddychała bardzo cicho i spokojnie. Był jak w transie. Patrzył się na nią jak na cudowne stworzenie i pierwszy raz w życiu poczuł ukłucie w okolicy serca. Zaraz potem się zasmucił, zaraz, zaraz – jakiego serca? Kurwa mać. Nie lubił czuć takiej chorej beznadziejności.  Tak długo radził sobie sam, a tu nagle taka krucha istota obudziła w nim.. COŚ. Nie wiedział czy chce dalej w to brnąć i czym to się może kończyć. Gładził włosy śpiącej dziewczyny, ale potem opamiętał się i postarał się zasnąć. Chore było to wszystko. Dlatego teraz chciał się nawalić. BARDZO. Z Blaisem to było możliwe. Dlatego szybko wychylił płyn ze szklanki i napełnił ją spowrotem. Koło 15 leżeli już pijani w trzy dupy na łóżku Diabła i cieszyli się ze wszystkiego. Tego dnia nie wyszli już z pokoju i jak najlepsi przyjaciele zasnęli nawaleni, jeden na fotelu, drugi na łóżku.


                Dziewczyny jak to przewidział Draco poszły do dormitorium Hermiony. Dziewczyna już 3 razy tłumaczyła Rudej co się stało na szlabanie, opowiedziała jej rozmowę i to jak stała się posiadaczką idealnie wykrojonej i zapewne bardzo drogiej marynarki Ślizgona. Gin jednak nie mogła tego pojąć i po prostu przestała się nad tym zastanawiać. Chciała się wygadać przyjaciółce o tym co czuje do Blaisa. Musiała się komuś wygadać i nic na to nie poradzi. Hermiona już dawno powiedziała jej, że zaakceptuje wszystko co tylko będzie Wiewiórę  uszczęśliwiało. Więc usiadły przy ciepłym kominku w sypialni Gryfonki i nalały sobie po lampce wina. Hermi dokładnie wysłuchała wszystkie rozterek sercowych przyjaciółki. O dziwo dobrze ją rozumiała. Czuła coś podobnego, chociaż nie była tego pewna. Kiedy Draco wpatruje się w nią tymi swoimi stalowymi oczami, kiedy dał jej swoją marynarkę i kiedy gładził jej włosy, gdy myślał, że ona już zasnęła. Nie wiedziała, czy pakować się w to całe zamieszanie czy nie? On był Ślizgonem, ba! Był Śmierciożercą. Wszystko było dla niej dziwne i niecodzienne. Postanowiła nie robić żadnego kroku do przodu, czy do tyłu. Tylko nadal nie mogła się odpędzić obrazu Malfoya, który co chwilę stawał jej przed oczami. Przegadała z Ginny cały dzień, po lekcjach wyszły na błonia. Jesień była bardzo ciepła i długo siedziały pod wielkim, rozłożystym drzewem. Gdy zdecydowały się wracać do Zamku było już ciemno. Każda poszła w swoją stronę, każda myślała o pewnym, ale nie tym samym Ślizgonie.